O autorze
nic prostszego to istniejący od 2009 roku blog naukowy. Autor jest chemikiem z wykształcenia i powołania, biologiem wszelakim z zainteresowania oraz molem książkowym z wychowania, co niewątpliwie bardzo pomaga mu pisać o wielu innych ciekawszych sprawach niż tylko chemia i biologia. Od polityki się raczej odżegnuje, chyba że dotyczy nauki. Ponadto lubi chodzić po górach, a najszczęśliwszy byłby, gdyby w Himalajach był dostęp do baz czasopism. Czasem wpada w dziwny nastrój i mówi o sobie w trzeciej osobie, ale zazwyczaj szybko mi to mija. W serwisie naTemat piszę po godzinach.

Zapraszam też do zaglądania na okolicznościowy projekt z okazji 60. rocznicy opisania struktury DNA, Podwójna Helisa.

Pat w walce o geny

We czwartej Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych zdecydował o tym, że ochronie patentowej nie podlegają ludzkie geny. Media na świecie już okrzyknęły to wielkim sukcesem, z drugiej jednak strony ostrzegają przed skutkiem dla przemysłu biotechnologicznego. Tylko czy naprawdę sukces był tak wielki, a porażka firmy Myriad Genetics – tak bolesna?

Zanim przejdę do sedna, odsyłam najpierw do rzucenia okiem na tekst reporterski naTematu na temat decyzji SCOTUSa, a także do mojego wpisu na Podwójnej Helisie na temat patentów genowych, Patent na człowieka.



O co mi chodzi? Decyzja sądu dotyczy jedynie genów w postaci sekwencji DNA wyizolowanych od pacjentów. Nie dotyczy natomiast – i skład sędziowski dobitnie to doprecyzował – DNA syntetycznego. Oznacza to, że patenty na tzw. cDNA (z ang. komplementarny DNA). cDNA uzyskuje się na matrycy kwasu mRNA (tzn., że sekwencja nie odzwierciedla pełnej sekwencji genu, a tylko jego część kodującą), a następnie umieszcza w komórkach bakteryjnych, gdzie jest wielokrotnie powielane przed dalszą analizą. Taką analizą może być np. genetyczny test diagnostyczny.

Sprawa wytoczona firmie Myriad Genetics, posiadającej patent na dwa bardzo sławne ostatnimi czasy geny BRCA1 oraz BRCA2 (ich mutacje odpowiadają za raka piersi), była wyjątkowa w tym sensie, że tego typu patentów – patentów na poszczególne geny, rozumiane jako sekwencje ludzkiego DNA, a nie np. DNA – jest w istocie bardzo niewiele. Większość patentów firm biotechnologicznych chroni DNA syntetyczne, metody jego uzyskiwania, metody jego analizy itd., itp. I te patenty, zgodnie z zeszłotygodniowym wyrokiem, pozostają wciąż w mocy.

Trochę na wyrost są zatem obawy o odstraszania inwestorów, na co dowodem zresztą może być to, że pierwszą reakcją rynku po ogłoszeniu wyroku była szarża na akcje Myriad Genetics (chociaż koniec końców akcje spółki straciły na wartości przed końcem tygodnia).

Z drugiej jednak strony właściciele patentów na cDNA powinni może chociaż trochę się bać. W czasach, gdy sekwencjonowanie jednego genomu kosztuje już w okolicach $10,000, zaś sekwencjonowanie egzomu – kodującej części genomu – już nawet mniej niż $1,000, biblioteki cDNA mogą w diagnostyce zacząć szybko odchodzić do lamusa. Diagnozę zaś dokonywać będzie się bezpośrednio na podstawie DNA wyizolowanego od pacjenta. Otwiera to jednak kolejną furtkę dla przedsiębiorców i badaczy pragnących zaistnieć na genetycznym rynku – ponieważ, jak wspomniałem, nie ma przesłanek do tego, aby unieważniać patenty na metody analizy danych, warto się z pewnością przyjrzeć tej części diagnostycznego rynku.

Zakończę zatem własnymi słowami z mojego uprzedniego tekstu na ten temat: jest duża szansa na to, że z jednej strony i wilk, w postaci firm komercjalizujących testy diagnostyczne, będzie syty, i owca, w postaci lekarzy i pacjentów, którzy będą mieli szansę wyboru testu tańszego, a być może i lepszego, będzie cała.
Trwa ładowanie komentarzy...