O autorze
nic prostszego to istniejący od 2009 roku blog naukowy. Autor jest chemikiem z wykształcenia i powołania, biologiem wszelakim z zainteresowania oraz molem książkowym z wychowania, co niewątpliwie bardzo pomaga mu pisać o wielu innych ciekawszych sprawach niż tylko chemia i biologia. Od polityki się raczej odżegnuje, chyba że dotyczy nauki. Ponadto lubi chodzić po górach, a najszczęśliwszy byłby, gdyby w Himalajach był dostęp do baz czasopism. Czasem wpada w dziwny nastrój i mówi o sobie w trzeciej osobie, ale zazwyczaj szybko mi to mija. W serwisie naTemat piszę po godzinach.

Zapraszam też do zaglądania na okolicznościowy projekt z okazji 60. rocznicy opisania struktury DNA, Podwójna Helisa.

Przerośnięta dziatwa, czyli wciąż o genach wzrostu

naTemat donosi dzisiaj o badaniach brytyjskich naukowców, którzy pokazali, że w ciągu ostatnich ok. 110 lat przybyło nam średnio 11 cm wzrostu. A do tego dodają, że nie bez wpływu pozostaje środowisko; nasz wzrost nie jest zdefiniowany tylko przez nasze geny.

Dodać może jednak należy, że naukowcy brytyjscy, pomimo tego, że są brytyjscy (bo wiadomo, że naukowiec zachodni jest lepsiejszy), Ameryki jednak nie odkryli. O tym bowiem, że wzrost – jak niemal wszystkie inne cechy fenotypowe – jest wypadkową wpływu genetycznego i środowiska, wiadomo nie od dzisiaj, nie od wczoraj, a już na pewno nie od rzeczonej publikacji.



Co więcej, okazuje się, że można dość dobrze określić, w jakim stopniu nasz wzrost wynika z genetyki, a w jakim z czynników środowiskowych. Dla przykładu, ta praca z 2004 roku na prawie 400 chińskich rodzinach pokazuje, że geny odpowiadają za nasz wzrost w ok 65%. Z kolei ta publikacja badająca wzrost wśród mieszkańców zachodniej Afryki szacuje wpływ genów na 60%. Ogólnie jednak szacuje się, że jest to między 60 a 80%, w zależności od populacji. Za resztę odpowiada środowisko, przede wszystkim wyżywienie.

I tu leży pies pogrzebany. W skrócie: przy tak dużym wkładzie genetycznym nasz maksymalny wzrost jest w zasadzie zdefiniowany już w chwili urodzenia. Jednak nawet w rodzinie wielkoludów zła dieta może zrodzić kurdupla.

Żeby zagmatwać sprawę jeszcze bardziej dodajmy, że za genetyczny aspekt wzrostu odpowiada (jak donosi ta praca sprzed kilku lat), bagatela, 180 genów! Całkowity zaś wpływ tych genów nie jest liniowy – to znaczy, że nie wystarczy dodać do siebie efekty poszczególnych genów, aby zdobyć wyobrażenie o ich finalnym skutku. Nie, liczy się nie tylko to, że genów jest 180, nie tylko to, że każdy z tych genów występować może w niezliczonej ilości wersji, ale także to, jak te geny oddziałują ze sobą.

Czy zatem niscy rodzice mogą kiedykolwiek liczyć na wysokie potomstwo? (Mówimy tutaj o wysokich pociechach w porównaniu z resztą danej populacji – bowiem np. w porównaniu z Chińczykami, dla których średnia wzrostu to 170 cm, większość Europejczyków będzie olbrzymami.) Owszem, mogą. Zapewniając dzieciom odpowiednią dietę, bogatą w białka, wapń, witaminy A i D.

Dla wszystkich czytelników w wieku powyżej 20 lat, którym się za młodu nie wyrosło, mam jednak złą wiadomość. W tym wieku nie pomogą już ani geny, ani dieta.

--
Ciekawskich zapraszam też do zajrzenia na mojego domowego bloga, gdzie dzisiaj przeczytać będzie można o tym, jaki jest związek między wzrostem a inteligencją (o ile w ogóle jakiś jest).
Trwa ładowanie komentarzy...