O autorze
nic prostszego to istniejący od 2009 roku blog naukowy. Autor jest chemikiem z wykształcenia i powołania, biologiem wszelakim z zainteresowania oraz molem książkowym z wychowania, co niewątpliwie bardzo pomaga mu pisać o wielu innych ciekawszych sprawach niż tylko chemia i biologia. Od polityki się raczej odżegnuje, chyba że dotyczy nauki. Ponadto lubi chodzić po górach, a najszczęśliwszy byłby, gdyby w Himalajach był dostęp do baz czasopism. Czasem wpada w dziwny nastrój i mówi o sobie w trzeciej osobie, ale zazwyczaj szybko mi to mija. W serwisie naTemat piszę po godzinach.

Zapraszam też do zaglądania na okolicznościowy projekt z okazji 60. rocznicy opisania struktury DNA, Podwójna Helisa.

Siła trzeciego miejsca

Z bólem serca śledziłem dzisiaj drużynowy konkurs skoków narciarskich, mając trochę nadzieję, że to Polaków będzie dzisiejszy wpis dotyczył. Nie dotyczy, ale mam nadzieję, że będziemy go jeszcze mogli przywołać w trakcie trwającej Olimpiady (tutaj ukłon głęboki np. w stronę naszych panczenistów).

W 1995 roku trójka psychologów z Uniwersytetu Cornella przeprowadziła ciekawy eksperyment, którego celem było sprawdzenie, kto cieszy się z medalu bardziej: zdobywca srebra czy brązu. W tym celu badacze zarejestrowali na wideo (bo czasy były wszak przedjutubowe) telewizyjną relację z letnich Igrzysk Olimpijskich w Barcelonie.



Następnie prześledzili reakcje sportowców z drugich i trzecich miejsc. Z telewizyjnych wycinków sporządzili dwie taśmy: jedna pokazywała reakcję sportowców, gdy po raz pierwszy dowiadywali się o wyniku, druga zaś – podczas ceremonii medalowej. Następnie obie taśmy zostały przedstawione niezależnym grupom ochotników, których zadaniem była ocena emocji okazywanych przez atletów.

I okazało się, że w obu przypadkach znacznie szczęśliwsi byli zawodnicy z trzeciego miejsca. Wynik ten może oczywiście zaskakiwać – nie ma bowiem racjonalnego powodu, aby zawodnik gorszy cieszył się bardziej od zawodnika lepszego. Któż jednak kiedykolwiek twierdził, że ludzkie emocje sa racjonalne. Autorzy tłumaczą, że możliwości są następujące.


Po pierwsze, srebrny medalista może być podłamany tym, że nie zdobył złotego medalu, podczas gdy medalista brązowy będzie się cieszył tym, że w ogóle udało mu się dostać na podium. Wyniki mogą odrobinę wypaczać dyscypliny, w których niezależne mecze/pojedynki toczy się o złoty i o brązowy medal. Wówczas srebrny medalista – zwłaszcza zaraz po meczu – jest w istocie przegranym, zaś brązowy – wygranym. To być może tłumaczy dlaczego ta emocjonalna różnica jest znacznie wyraźniejsza zaraz po ogłoszeniu wyników, niż już na podium.

W ciekawej drugiej części doświadczenia, badacze sporządzili taśmę z wywiadów przeprowadzonych ze srebrnymi i brązowymi medalistami. Ochotnicy uczestniczący w badaniu oceniali tutaj, jak bardzo, ich zdaniem, zawodnicy zaaferowani byli tym, jak im poszło, a jak bardzo tym, jak im prawie poszło. Innymi słowy oceniano to, czy zawodnicy bardziej byli zajęci uzyskanym wynikiem, czy też niespełnionym oczekiwaniem wyniku. I także tutaj srebrni medaliści częściej ubolewali nad prawie zdobytym złotem, niż medaliści brązowi – nad prawie zdobytym srebrem.

Autorzy podkreślili na koniec, że chociaż ich badanie pokazuje, że brązowi medaliści na krótką metę są szczęśliwsi od medalistów srebrnych, brak jest danych pokazujących, jaki jest efekt długofalowy. Oglądając minę Koena Verweija można jednak przypuszczać, że jemu niesmak prędko nie minie.
Trwa ładowanie komentarzy...