O autorze
nic prostszego to istniejący od 2009 roku blog naukowy. Autor jest chemikiem z wykształcenia i powołania, biologiem wszelakim z zainteresowania oraz molem książkowym z wychowania, co niewątpliwie bardzo pomaga mu pisać o wielu innych ciekawszych sprawach niż tylko chemia i biologia. Od polityki się raczej odżegnuje, chyba że dotyczy nauki. Ponadto lubi chodzić po górach, a najszczęśliwszy byłby, gdyby w Himalajach był dostęp do baz czasopism. Czasem wpada w dziwny nastrój i mówi o sobie w trzeciej osobie, ale zazwyczaj szybko mi to mija. W serwisie naTemat piszę po godzinach.

Zapraszam też do zaglądania na okolicznościowy projekt z okazji 60. rocznicy opisania struktury DNA, Podwójna Helisa.

Więcej samobójstw po kryzysie?

NaTemat poruszył właśnie kwestię zwiększającej się w czasach kryzysu liczby samobójstw. Na ocenę wqpływu ostatniego kryzysu na ten wskaźnik jest jeszcze z wcześnie. Ale pewien obraz możemy uzyskać sprawdzając, jak sytuacja wyglądała po kryzysie w roku 1997.

Kilka lat temu w piśmie Social Science and Medicine opublikowana została praca podsumowująca skutki społeczne kryzysu finansowego późnych lat 90. w krajach azjatyckich - bo jak pewnie Czytelnicy pamiętają, głównie Azji on dotyczył, chociaż jego skutki były odczuwalne także w Europie. W badaniu uwzględniono sześć krajów: Japonię, Honk Kong, który do Chin powrócił tuż na początku kryzysu, Koreę Południową, Tajwan, Singapur oraz Tajlandię.

Stopa bezrobocia, po wybuchnięciu kryzysu, podniosła się bardzo wyraźnie (z ok. 3 do ok. 7%) tylko w Korei Południowej i Hong Kongu. A i taki wzrost dzisiaj w Europie przyjęlibyśmy z otwartymi rękoma. Kryzys nie wpłynął dramatycznie na liczbę ślubów i rozwodów, a przychód krajowy brutto wszystkich sześciu krajów wspinał się dość statecznie, z maleńkimi tylko dołkami w 1998 roku - cofając te kraje w najgorszym przypadku do PKB sprzed dwóch lat. Tyle kontekstu.

Wpływ kryzysu na liczbę samobójstw był w większości przypadków przeciętny. W Korei i na Tajwanie liczba samobójstw wzrastała stopniowo i tak od późnych lat 80. i finansowa czkawka roku 1997 nie miała dla nich większego znaczenia. W Tajlandii od lat późnych 80. do wczesnych dwutysięcznych wskaźnik utrzymywał się na tym samym poziomie, w Singapurze zaś stopniowo malał. W Hong Kongu po kryzysie liczba samobójstw zaczęła stopniowo wzrastać - ale trudno powiedzieć, na ile winny był temu krach, bo wzrastała dość monotonnie do 2006 roku (badanie pokrywa okres tylko do 2006). W Japonii samobójców w 1998 roku przybyło o połowę, i liczba ta utrzymywała się na stałym poziomie przez kolejnych 8 lat.


Ważnym spostrzeżeniem jest tutaj to, że w znacznie większym stopniu wzrosła liczba samobójców wśród mężczyzn, zwłaszcza tych w wieku przedemerytalnym (15-64 lata). Badania pokazują, że ważnymi czynnikami prowadzącymi do samobójstw było bezrobocie i stres z nim związany, następująca po tym depresja. Jednak muszą mieć też tutaj wpływ różnice w mentalności - Japonia bowiem wykazała olbrzymi skok liczby samobójstw, pomimo względnie niskiego bezrobocia, podczas gdy w Hong Kongu trendy te były nieźle skorelowane.


Wróćmy jednak do kryzysu z 2008 roku.

W roku 2009 w prestiżowym brytyjskim piśmie medycznym British Medical Journal ukazała sę praca pod dźwięcznym tytułem "Kryzys finansowy i samobójstwa". Według autorów, bezrobotni są 2 do 3 razy bardziej skłonni do popełniani samobójstw z przyczyn finansowych. I chociaż najczęściej jest to wynikiem już istniejących chorób mentalnych (np. podatność na depresję), to nawet osoby bez historii takich schorzeń mają o 70% większe szanse na popełnienie samobójstwa.

Autorzy proponują, jakie zmiany w polityce i podejściu społecznym do problemów muszą nastąpić, aby dało się uniknąć takiego wzrostu samobójstw jak w Japonii 15 lat temu. Po pierwsze zatem, bardzo duży nacisk kładą na odpowiednią politykę społeczną rządu, który musi starać się tworzyć nowe miejsca pracy. Niby nihil novi, ale jednak jest to truizm niezwykle istotny. Dodatkowo bardzo ważne jest zapewnienie dróg rozwoju alternatywnych do wczesnego poszukiwania pracy przez młodych - na przykład poprzez zwiększenie liczby miejsc na uniwersytetach. Tutaj kłania się jednak specyfika systemu brytyjskiego - u nas jest chyba raczej odwrotnie, zbyt wiele osób ucieka przed na uczelnię przed pracą.

Po drugie, autorzy zwracają uwagę na to, że pracodawcy powinni być informowani o tym, jaki jest potencjalny efekt zwolnień na zdrowie psychiczne oraz ryzyko samobójstw oraz że powinni być zobligowani do zapewnienia właściwej opieki psychologicznej. Tutaj zagrzebana w błocie leży kolejna perła wiedzy: podkreślono bowiem, jak bardzo ważna jest odpowiedzialność społeczna pracodawców (przypominają się te umowy śmieciowe i tym podobne).

Po trzecie, społeczne ośrodki wsparcia - nie wiem nawet, do jakiego stopnia w Polsce istnieje coś takiego - powinny być właściwie wyekwipowane do pomocy osobom, które straciły pracę lub wpadły w długi.

I na koniec - i ta zmiana jest niezwykle ważna zwłaszcza dla nas, teraz, w momencie gdy trwa debata nad tym, jak działają w Polsce media, jak przekazywane nam są ważne informacje, jak wulgaryzuje się dziennikarstwo - autorzy pracy podkreślają, że rząd i ośrodki opieki zdrowotnej powinny współpracować z mediami, aby zapobiegać uproszczonemu, a przez to często zniekształconemu przekazywaniu informacji na temat samobójstw finansistów, biznesmenów i ludzi bezrobotnych.

Ta końcówka to ponownie a propos tekstu naTematu tutaj.

Bo jak podkreśją autorzy publikacji na końcu:

"Większość ludzi, które stracili pracę, lub których biznesy upadły, nie popełniają samobójstw, a istnieją przekonywujące dowody na to, że donoszenie o takich zajściach w mediach może prowadzić do samobójstw naśladowczych".
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...