O autorze
nic prostszego to istniejący od 2009 roku blog naukowy. Autor jest chemikiem z wykształcenia i powołania, biologiem wszelakim z zainteresowania oraz molem książkowym z wychowania, co niewątpliwie bardzo pomaga mu pisać o wielu innych ciekawszych sprawach niż tylko chemia i biologia. Od polityki się raczej odżegnuje, chyba że dotyczy nauki. Ponadto lubi chodzić po górach, a najszczęśliwszy byłby, gdyby w Himalajach był dostęp do baz czasopism. Czasem wpada w dziwny nastrój i mówi o sobie w trzeciej osobie, ale zazwyczaj szybko mi to mija. W serwisie naTemat piszę po godzinach.

Zapraszam też do zaglądania na okolicznościowy projekt z okazji 60. rocznicy opisania struktury DNA, Podwójna Helisa.

Tytoń obronił, czy Grek przestrzelił?

Meczu analizował tutaj nie będę, bo od tego są autorzy sportowi. Pomyślałem jednak, że Euro jest przecież znakomitą okazją do pisania o tym, co o sporcie i różnych jego aspektach ma do powiedzenia nauka. Bo ma sporo. I na pierwszy ogień idzie temat wczorajszego karnego i jego obrony. Bo wciąż nie jestem pewien - czy Tytoń był bohaterem, czy Karagounis po prostu nie wytrzymał?

Rzuty karne to zapewne najbardziej losowy element piłki nożnej - wywołuje też najwięcej napięcia, najwięcej jest w nim gry psychologicznej. Gdy Steven Gerrard opisywał w swojej autobiografii przestrzelonego karnego z Mistrzostw Świata w 2006 roku, stwierdził, że kilka sekund czekania na gwizdek sędziego wyprowadziło go z równowagi. Nie jest on zapewne pierwszym wybitnym graczem, i z całą pewnością nieostatnim, który presji nie wytrzymał - żeby przywołać tylko przykład bidnego Cristiano Ronaldo, który karne w ważnych meczach marnuje seryjnie.

To zjawisko załamania się pod presją próbowano wyjaśnić co najmniej dwoma różnymi teoriami. Pierwsza z nich mówi, że w sytuacji podwyższonego stresu sportowcy są bardzo świadomi tego, co robią, i po prostu za bardzo się skupiają. Planują i bardzo się starają poprawnie wykonać czynność - na przykład wykonanie rzutu karnego - którą w normalnej sytuacji wykonaliby automatycznie i bez zastanawiania. Tak jak początkujący kierowca na egzaminie na prawo jazdy myśli o każdym skręcie bez migacza i analizuje każdy znak na jezdni, podczas gdy doświadczony kierowca jeździ przepisowo bez zastanawiania, tak i w sporcie za dużo myślenia czasem może zaszkodzić.

Druga teoria także opiera się na założeniu, że sportowiec w sytuacji stresu myśli za dużo. Ta jednak sugeruje, że gorszy występ wynika z tego, że sportowiec zaczyna się martwić i to to zmartwienia absorbuje jego zmysły do tego stopnia, że nie jest w stanie skupić się prawidłowo na poprawnym wykonaniu prostej czynności: kopnięcia piłki w światło bramki, najchętniej tam, gdzie akurat nie ma bramkarza.



Kilka lat temu trójka badaczy z Norwegii i Holandii opublikowała bardzo solidną pracę dotyczącą psychologii wykonywania rzutów karnych. Naukowcy przestudiowali 366 rzutów karnych wykonywanych w sumie przez 296 graczy przy okazji dużych imprez: Mistrzostw Świata 1982-2006 i Europy 1976-2004 oraz Ligi Mistrzów 1996-2007. Patrzyli na to, jak w trakcie wykonywania tych rzutów zachowywali się piłkarze. Wykonanie rzutu podzielili na sześć oddzielnych czynności - podchodzenie do pola karnego, układania piłki, wycofywanie się, czekanie na sygnał sędziego, reakcja na sygnał i podbieg do piłki - i mierzyli czas, jaki piłkarzom zajmowało wykonywanie tych poszczególnych elementów.

Okazało się na przykład, że początkowe podchodzenie do pola karnego ma wpływ na skuteczność wykonywania rzutu: piłkarze, którzy podchodzili albo bardzo szybko (mniej niż 26 sekund) albo bardzo wolno (więcej niż 36 sekund - czas oceniano w interwałach pięciosekundowych), byli znacznie bardziej skuteczni niż ci, którzy podchodzili średnim tempem. Czas układania piłki nie miał znaczącego wpływu na skuteczność, a wycofywanie się do rozbiegu wpływu nie miało absolutnie żadnego.

Natomiast jak można się intuicyjnie spodziewać, oczekiwanie na gwizdek sędziego i czas reakcji na ten sygnał miały dość znaczny wpływ na to, jak wykonywane były rzuty karne - im dłużej trzeba było czekać na sędziego, tym większa była szansa na pudło. Za to im więcej czasu poświacano na samo wykonanie strzału, tym częściej kończyły się one sukcesem.

Te ostatnie wyniki są najmniej zaskakujące i potwierdzają to, czego większość z nas i tak oczekiwała. Czas oczekiwania narzucony piłkarzom pogarsza ich występ - czekając na gwizdek stresują się po prostu coraz i coraz to bardziej. Jednak czas przeznaczony na strzał - o długości którego decydują już sami - ma całkiem odwrotny wpływ na gracza. Tutaj bowiem kontrola sytuacji należy już do samego strzelca. W jego świadomości musi być tylko on, piłka i bramka. Przeznaczenie odrobiny więcej czasu na wykonanie strzału pomaga mu zapewne zrelaksować się, zapomnieć o tym, jak dokładnie zaplanował swój strzał, i oddać go tak, jak powienien - automatycznie.

Teraz pozostaje nam podobnie przeanalizować wczorajszego karnego. Czasów nie pomierzyłem, ale wyglądało mi raczej na to, że sędzie nie zwlekał z sygnałem - cofnął się tylko od linii strzału i jeszcze niemal w biegu dmuchnął w gwizdek. To więc powinno być na rękę Karagounisa. Grek jednak albo był zbyt pewny siebie albo rzeczywiście pod wielką presją chciał sprawę załatwić jak najszybciej - nie zastanawiał się bowiem długo, tylko błyskawicznie podbiegł do piłki i kopnął ją wprost w Tytonia.

Nie odmawiając zatem Tytoniowi nic ze sławy i chwały, powiedziałbym, że z naukowego punktu widzenia karnego bardziej nie strzelił Grek, niż obronił go Polak.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...