O autorze
nic prostszego to istniejący od 2009 roku blog naukowy. Autor jest chemikiem z wykształcenia i powołania, biologiem wszelakim z zainteresowania oraz molem książkowym z wychowania, co niewątpliwie bardzo pomaga mu pisać o wielu innych ciekawszych sprawach niż tylko chemia i biologia. Od polityki się raczej odżegnuje, chyba że dotyczy nauki. Ponadto lubi chodzić po górach, a najszczęśliwszy byłby, gdyby w Himalajach był dostęp do baz czasopism. Czasem wpada w dziwny nastrój i mówi o sobie w trzeciej osobie, ale zazwyczaj szybko mi to mija. W serwisie naTemat piszę po godzinach.

Zapraszam też do zaglądania na okolicznościowy projekt z okazji 60. rocznicy opisania struktury DNA, Podwójna Helisa.

Kochać chuligana

Zaczęło się już pierwszego dnia od ataków rosyjskich kiboli na stewardów po meczu z Czechami. Od piątku zaś poszło już z górki, apogeum osiągając w dniu meczu Polska - Rosja. Pomimo sielanki pokazywanej w telewizji, Polskie Euro jest terroryzowane przez chuliganów, a internet zalewa fala przeprosin za ich zachowanie wygłaszanych przez zwykłych kibiców, fala dyskusji, czy powinniśmy przepraszać, fala dyskusji, czy powinniśmy dyskutować.

Ogólnie jednak można odnieść wrażenie, że przeciętny kibic-niefanatyk za kibicem-fanatykiem nie przepada. Że kibolstwa nie lubi, chuligaństwa nie toleruje, a ganiających z szalikami ABSów najchętniej widziałby za kratkami albo przynajmniej zaprzężonych do kopania rowów.

Takie podejście nie tyczy się tylko naszych własnych kiboli - dotyczy ono każdego przejawu futbolowego chuligaństwa wszędzie indziej w Europie, czy to przy okazji meczów międzynarodowych, czy też meczów klubowych. Media, statystyki i zdrowy rozsądek mówią nam, że chuligana trzeba nienawidzić, że wzbudzać może wśród nas emocje tylko negatywne.


To że duży wpływ zachowanie chuliganów ma na pozostałych kibiców jest oczywistą oczywistością. Mniej oczywistą oczywistością jest to, że także środki stosowane w celu zapobiegania wybrykom chuligaństwa - prawne, fizyczne, emocjonalne - bardzo, ale to bardzo, mogą zwykłych kibiców dotknąć. Anglicy przekonali się o tym bardzo boleśnie w 1989 roku, gdy 96 kibiców zginęło zmiażdżonych przez tłum cisnący na ogrodzenie ustawione, aby zatrzymać kiboli.


To także nie pomaga nam kochać chuliganów. Czy jednak wszyscy - my, tak zwani normalni kibice - ich nie znosimy? Nauka mówi nam jednak, że niekoniecznie. Dwóch brytyjskich socjologów opublikowało dwa lata temu pracę podsumowującą 15 lat badań na temat stosunku kibiców do kiboli.

Publikacja zbiera wyniki z badań prowadzonych przez nich między 1995 a 2010 rokiem na fanach pięciu angielskich klubów (Liverpoolu, Evertonu, Blackppol, Cardiff City i Man United) oraz fanach drużyny narodowej. Badania oparte były na ankietach, sondażach, wywiadach indywidualnych i grupowych; badacze sami uczestniczyli w ponad 200 meczach i dodali do tego 2000 godzin pracy polowej (np. obserwacji przed i po meczach).

Wielu z przepytywanych przez autorów fanów - a do badania szukano osób, które można było sklasyfikować jako niefanatyków, a które jednocześnie często chodziły na mecze - nie tylko nie potępiało stadionowego chuligaństwa, ale nawet wyrażało się o nim pozytywnie. Co więcej, ludzi ci często podkreślali korzyści płynące ze stadionowego chuligaństwa.

Kibiców wspierających chuligaństwo, ale samych nie będących chuliganami, autorzy dość trafnie nazywają "chulifanami". Chulifani stanowią oczywiście tylko niewielki odsetek wszystkich kibiców - większość wciąż chuliganów nie znosi i uważa ich z utrapienie. Nie zmienia to jednak faktu, że zrozumienie skąd bierze się takie wsparcie dla stadionowego chuligaństwa mogłoby pomóc to zjawisko kontrolować i nim "zarządzać".
Autorzy odkryli, że jest co najmniej kilka przyczyn, dla których chulifani uważają chuliganów za przydatnych. Trzeba tu jednak podkreślić, że często mowa tu o chuliganach popierających ich drużynę.

Tak więc po pierwsze, chulifani mogą sądzić, że zachowanie chuliganów jest po prostu usprawiedliwione - na przykład przez zachowanie kiboli przeciwnej drużyny. Po drugie, chulifani postrzegają stadionowych chuliganów jako bufor bezpieczeństwa, czynnik rozpraszający uwagę fanatycznych fanów zespołu rywali, dzięki któremu normalnie kibice są przez kiboli przeciwnej drużyny pozostawieni w spokoju. Po trzecie, chulifani traktują chuliganów jako swoistą ochronę przed chuliganami drużyny przeciwnej. Po czwarte, ponieważ stadionowi chuligani są najbardziej zażartymi, zaangażowanymi kibicami, chulifani częto uważają, że dzięki chuliganom "street cred" - uliczna reputacja - kibiców drużyny jest lepsza.

Autorzy podkreślają oczywiście, że jest to badanie wstępne, wybiórcze, na fanach kilku zaledwie drużyn. Że muszą być kontynuowane, aby potwierdzić, czy zjawisko chulifaństwa jest powszechne, aby lepiej je scharakteryzować, aby lepiej je zrozumieć.

Bo chociaż oglądając w telewizji (w końcu) relacje z bitew policji ze stadionowymi chuliganami z Rosji i Polski możemy się oburzać i z rozdrażnieniem marudzić, że chuligani psują nam widowisko, to powinniśmy jednak pamiętać, że nie ma tutaj podziałów na nich i nas, i że ta granica między byciem kibicem a kibolem jest bardzo rozmyta.

P.S. Zapaleni socjolodzy mogą się o oryginalną publikację upomnieć pisząc do mnie tutaj.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...