O autorze
nic prostszego to istniejący od 2009 roku blog naukowy. Autor jest chemikiem z wykształcenia i powołania, biologiem wszelakim z zainteresowania oraz molem książkowym z wychowania, co niewątpliwie bardzo pomaga mu pisać o wielu innych ciekawszych sprawach niż tylko chemia i biologia. Od polityki się raczej odżegnuje, chyba że dotyczy nauki. Ponadto lubi chodzić po górach, a najszczęśliwszy byłby, gdyby w Himalajach był dostęp do baz czasopism. Czasem wpada w dziwny nastrój i mówi o sobie w trzeciej osobie, ale zazwyczaj szybko mi to mija. W serwisie naTemat piszę po godzinach.

Zapraszam też do zaglądania na okolicznościowy projekt z okazji 60. rocznicy opisania struktury DNA, Podwójna Helisa.

Wyautowani piłkarze - rzut oka na tabu

W piłce nożnej z gejami jest jak było przez lata w amerykańskim wojsku - funkcjonują zgodnie z zasadą "don't ask, don't tell". Biorąc pod uwagę, że średnio jedna na dziesięć osób jest homoseksualna, można powiedzieć, że w każdym meczu na boisko wybiega co najmniej dwóch gejów (a na ławce rezerwowych siedzi co najmniej kolejnych dwóch). Dlaczego zatem całkiem się o tym milczy?

W Polsce milczy się, bo w ogóle przyznanie, że piłkarz może być gejem, jest uważane za herezję. Bardziej zaskakujące jest jednak to, że milczy się także w innych krajach - bardziej doświadczonych w radzeniu sobie ze zjawiskami wykluczenia społecznego (z jakiegokolwiek powodu) i w walce z szeroko pojętą nietolerancją w futbolu.

Bo piłka nożna w ogóle ma opinię sportu zmaskulinizowanego, sportu dla prawdziwych mężczyzn. Sportu, którego uczestnicy swą męskość muszą wykazywać nie tylko twardą grą na boisku, ale i zachowaniem otwarcie wrogim w stosunku do homoseksualistów oraz kobiet (ach, żeby nie było - nie zmyślam, w latach 90. przeprowadzono kilka badań, które wykazały, że tak właśnie postrzegano wóczas futbol).

Ale nie tylko zawodnicy są odpowiedzialni za takie postrzeganie piłki nożnej - odpowiada też społeczeństwo, które krzywo patrzy na geja w męskiej szatni, czy prasa, która na strzępy rozszarpuje każdego, kto się wychyli. Boleśnie o tym przekonał się jedyny jak na razie homoseksulany piłkarz brytyjski, który ujawnił swoją orientację seksualną, Justin Fashanu. Piłkarz popełnił samobójstwo w roku 1998 i chociaż okoliczności nie do końca miały związek z tym, że był gejem, to jednak można łatwo doszukać się wśród przyczyn nagonki ze strony prasy i, co gorsza, rodziny.


Czasy jednak zmieniają się i w ciągu ostatniej dekady zapewne więcej sportowców ujawniło się jako homoseksualiści/-listki, niż w ciągu całego wcześniejszego stulecia (ale to tylko mój domysł). Kolejne badania naukowe przeprowadzone w ostatnich kilku latach pokazały, że i inni sportowcy mają coraz bardziej tolerancyjny stosunek do sportowej coming-outującej się braci. Pomimo tego jednak angielska federacja piłkarska miała poważne problemy ze startem kampanii "Wykopać homofobię z futbolu" ("Kick Homophobia Out Of Football"). Twórcy promocyjnego video kampanii chcieli, aby pojawił się w nim przynajmniej jeden gracz z każdego klubu Premier League. Większość odmówiła, a jeden z działaczy związku piłkarzy tłumaczył to później słowami:

"Premier League nie uważa tego problemu [wrogości wobec gejów - RM] za wystarczająco istotny. Wierzymy, że będzie właściwszy czas na taką kampanię, gdy tłumy [kibiców] się trochę ucywilizują."


I tu poniekąd leży pies pogrzebany - bo co z tego, że inni piłkarze mogą nawet swoich kolegów gejów akceptować, jeśli po wyjściu na boisku ten ostatni i tak zostanie przez kibiców zbluzgany. Należy jednak postawić pytanie, czy jest tak aby na pewno?

W tym roku The British Journal of Sociology opublikował pracę dwójki brytyjskich socjologów, którzy w ciągu kilku miesięcy 2010 roku przepytali trzy i pół tysiąca kibiców zadając im pytania m.in. o ich stosunek do homoseksualnych piłkarzy. I okazało się, że ludzie swój rozum mają i nie dają się prowokować durnym tabloidom ani fanatycznym homofobom. 93% pytanych powiedziała, że liczy się dla nich tylko występ piłkarza na boisku, a nie to z kim dzieli łóżko.

To powiedziawszy należy jednak dodać, że te pozostałe 7% fanów to zatwardziali - z braku lepszego a nieobraźliwego słowa - tradycjonaliści. Jeden z fanów zaliczonych do tej grupy powiedział badaczom, że

"piłka nożna nie tkwi w średniowieczu. Jest po prostu tradycjonalna. Nie ma w niej miejsca na homoseksualizm, na związki jednopłciowe".

Niemniej jednak znakomita większość kibiców docenia to, że czasy się zmieniają, piłka nożna się zmienia, społeczeństwo się zmienia - i zmieniają się piłkarze i stosunek do nich. I rozumie nie tylko to, że geje i lesbijski w sporcie są obecni, i że zawsze byli, ale także, że te osoby mogą mieć potrzebę ogłoszenia tego przed światem bez obawy, że zostaną zlinczowane za to, że po prostu chcą móc wreszcie i otwarcie być sobą i zachowywać się tak, jak chcą, a nie tak, jak narzuca im archaicznie zdefiniowane postrzeganie futbolu.

Pewien niesmak zatem pozostaje po odmowie piłkarzy w sprawie uczestnictwa w kampanii przeciw homofobii. I warto zastanowić się, czy podobnie za mało istotny problem uznaliby rasizm? Antysemityzm? Czy w ogóle istnieje granica tolerancji, po przekroczeniu której możemy zacząć akceptować ten czy inny szowinizm?
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...