O autorze
nic prostszego to istniejący od 2009 roku blog naukowy. Autor jest chemikiem z wykształcenia i powołania, biologiem wszelakim z zainteresowania oraz molem książkowym z wychowania, co niewątpliwie bardzo pomaga mu pisać o wielu innych ciekawszych sprawach niż tylko chemia i biologia. Od polityki się raczej odżegnuje, chyba że dotyczy nauki. Ponadto lubi chodzić po górach, a najszczęśliwszy byłby, gdyby w Himalajach był dostęp do baz czasopism. Czasem wpada w dziwny nastrój i mówi o sobie w trzeciej osobie, ale zazwyczaj szybko mi to mija. W serwisie naTemat piszę po godzinach.

Zapraszam też do zaglądania na okolicznościowy projekt z okazji 60. rocznicy opisania struktury DNA, Podwójna Helisa.

O genialnych nastolatkach

Amerykański nastolatek z pomocą wyszukiwarki internetowej dokonał tego, co nie udało się rzeszom badaczy z rządowymi grantami, zapleczem laboratoryjnym i rzeszą studentów i stażystów harujących po nocach: stworzył test diagnostyczny dla raka trzustki. Jak mawiają anglosasi, "in your face, Big Pharma". A przynajmniej w to każą nam wierzyć mass-media.

Zacznę od sprostowania: nie mam najmniejszych wątpliwości, że Jack Andraka jest uzdolnionym młodym człowiekiem, którego prawdopodobnie czeka znakomita kariera naukowa. Nic z tego, co mam zamiar tutaj powiedzieć, nie umniejsza jego osiągnięcia i zasłużonej nagrody przyznanej mu przez Intela.

Kilka jednak kwestii wymaga tutaj sprostowania. Ponieważ media przekonują nas wszystkich, że Jack jest cudotwórcą: że jedynie z pomocą google'a niemalże uleczył raka i zbawił świat. Co jest nie tak z tą historią?

Jack Andraka przechytrzył naukowców korzystając z google'a

Pierwsze niedopowiedzenie pojawia się już na wstępie. W dzisiejszych czasach niemalże każde badanie naukowe od google'a się zaczyna. Każde badanie bowiem zaczyna się od przeszukania dostępnej literatury naukowej, aby ustalić, jaki jest w danej dziedzinie obecny stan wiedzy, co już jest wiadome, gdzie się można zahaczyć i od czego zacząć. Jack Andraka tutaj Ameryki nie odkrył. To, na czym media powinny może były się skupić (a co zostało chyłkiem pominięte), to fakt, że nastolatek korzystał z publikacji dostępnych online - czyli najprawdopodobniej tych publikowanych w systemie Open Access. Co dla całego ruchu OA jest niesamowitą reklamą i dowodem na słuszność tej ideologii.

Nastolatek stworzył całkiem nowy rodzaj testu, który nie znany był wcześniej nikomu

To też nie jest do końca prawdą. Jack wykorzystał w swym projekcie technologię, która została już opisana w zastosowaniu diagnostycznym, a mianowicie węglowe nanorurki. Badania nad wykorzystaniem nanorurek do celów diagnostycznych są wciąż bardzo nowe i wiele się na tym polu dzieje cały czas. I tak na przykład, dwa lata temu grupa badaczy koreańskich opisała opartą na zastosowaniu nanorurek metodę pozwalającą na czułą detekcję białka PSA, które jest markerem raka prostaty. Prawie rok wcześniej grupa z University of Delaware w Stanach Zjednocznych zbudowała czujniki oparte o nanorurki do wykrywania metastatycznych komórek raka piersi.


Nastolatek wpadł na pomysł, gdy relaksował się na lekcji biologii

Media sugerują nam, że genialny nastolatek znudzony na lekcji biologii, gapiąc się w sufit i dłubiąc w nosie nagle pomyślał: "Och, a gdybym tak pogooglował sobie teraz, to na pewno znajdę sposób na diagnozę raka. Tylko którego? Enedue... Już wiem, trzustki!". Takie postawienie sprawy jest nie fair nie tylko w stosunku do rzesz badaczy szukających odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób jak najwcześniej zdiagnozować nowotwór, ale jest także bardzo nie fair w stosunku do Jacka Andraki, który wyjaśnił w wywiadzie (przytoczonym zresztą w tekście naTematu), że inspiracją była dla niego choroba i ostatecznie śmierć przyjaciela rodziny, który przegrał walkę właśnie z rakiem trzustki. Traktowanie więc tego, co wygląda na bardzo osobiste wyzwanie, jak czegoś, co przytrafiło sie przypadkiem, jest wręcz niesmaczne.

I co dalej?

Urządzenie diagnostyczne zaprojektowane przez Jacka jest w istocie niezwykle proste. Wykorzystuje papier pokryty nanorurkami, które z kolei są pokryte przeciwciałami przeciw mezotelinie - białku, którego podwyższony poziom jest charakterystyczny dla raka trzustki. Mierząc zmiany potencjału elektrycznego przyłożonego w poprzek tego paska papieru, po naniesieniu na niego próbki, można zmierzyć stężenie tego białka. Jack obecnie sprawdza, pod opieką badaczy z Johnsa Hopkinsa (słynnego szpitala badawczego w Stanach), jak w praktyce wygląda działanie tego testu. W kolejce do zatwierdzenia czeka ponoć też patent.

Podkreśliłem to już na początku i podkreślę jeszcze raz, że Jack Andraka to inspirujący przykład tego, do czego zdolni są młodzi ludzi z odpowiednią motywacją i dostępem do internetu. Geniuszem w stylu Einsteina to on raczej nie jest - jego talent objawił się jednak w poskładaniu dostępnym elementów układanki porozrzucanych po różnych zakątkach naszej wiedzy. Ale chwała mu i za to, dzisiaj bowiem nasza wiedza w wielu dziedzinach jest tak rozległa, że potrzeba kogoś z zewnątrz, kto nie wie, jak odległe są dwa tematy, żeby dostrzec, jak blisko są koło siebie.

Tu jednak słowa ostrzeżenia. O tym, że mezotelina może być bardzo dobrym markerem raka trzustki wiemy od bardzo niedawna. I dlatego do doniesień medialnych o tym, że od dzisiaj każdy może szybko i tanio raka trzustki wykryć podchodzić powinniśmy z dystansem. Przypomnieć trzeba na przykład historię sarkozyny - aminokwasu, który w 2009 roku Nature ukoronowało jako zbawienny nowy marker raka prostaty tylko po to, żeby 18 miesięcy później znacznie bardziej już niszowe pismo mogło ją szybko zdetronizować. Wielkie nadzieje okazały się płonne, a raka prostaty diagnozuje się wciąż mierząc stężenie PSA.

Żeby się tak jednak całkiem nie dołować, na koniec zapraszam do obejrzenia prezentacji Jacka Andraki z konferencji TED@NewYork. I może zainspiruje ona jakieś młodego Czytelnika lub Czytelniczkę do bardziej produktywnego używania internetu...

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...