O autorze
nic prostszego to istniejący od 2009 roku blog naukowy. Autor jest chemikiem z wykształcenia i powołania, biologiem wszelakim z zainteresowania oraz molem książkowym z wychowania, co niewątpliwie bardzo pomaga mu pisać o wielu innych ciekawszych sprawach niż tylko chemia i biologia. Od polityki się raczej odżegnuje, chyba że dotyczy nauki. Ponadto lubi chodzić po górach, a najszczęśliwszy byłby, gdyby w Himalajach był dostęp do baz czasopism. Czasem wpada w dziwny nastrój i mówi o sobie w trzeciej osobie, ale zazwyczaj szybko mi to mija. W serwisie naTemat piszę po godzinach.

Zapraszam też do zaglądania na okolicznościowy projekt z okazji 60. rocznicy opisania struktury DNA, Podwójna Helisa.

Fałszywa nuta efektu Mozarta

Wieść gminna niesie, że puszczanie muzyki Mozarta nowonarodzonym maluchom zwiększa ich inteligencję – geniusz mistrza spływa przez membrany głośników wprost do ich małych główek i przestawia im neurony. O efekcie Mozarta większość z nas kiedyś słyszała – jest to legenda miejska, która ma już blisko 30 lat, i wygląda na to, że prędko się nie zestarzeje.

A wszystko zaczęło się w 1993 roku od pracy autorstwa Frances Rauscher opublikowanej w prestiżowym tygodniu Nature (co niewątpliwie pomogło temu memowi prędko rozprzestrzenić się po świecie). W pracy tej badacze opisali, jak puszczanie studentom muzyki Mozarta – a ściślej jego sonaty D-dur na dwa fortepiany – zwiększa ich zdolności kognitywne.

No i rozpętało się muzyczne pandemonium.

Najpierw dwa słowa o oryginalnym badaniu: studentom w trzech grupach puszczano albo muzykę Mozarta albo powtarzającą się melodię relaksacyjną albo też nie puszczano im niczego. Następnie poddawano ich mierzącemu inteligencję testowi Stanforda-Bineta: według autorów studenci, którzy słuchali Mozarta wykazywali krótkotrwały wzrost IQ o 8-9 punktów.


Było to zresztą badanie wstępne, a autorzy sami zwracali uwagę na to, że interesujące byłoby sprawdzenie, jak to się ma do innych kompozytorów, a także porównanie efektu pomiędzy muzykami, a ludźmi bez wykształcenia muzycznego. No i wszystko byłoby pięknie, gdyby nie jeden mały szkopuł – kolejne badania innych, niezależnych badaczy, mające na celu weryfikację rezultatów, nie zweryfikowały niestety niczego. Rauscher próbowała w kolejnej publikacji kilka lat później zwalić winę na niejednorodny sposób podejścia do tematu. Zaproponowała też nowy test, który miał mierzyć rozumowanie czasowo-przestrzenne u badanych.


W 1999 roku temat znowu otarł się o Nature - badacze ze Stanów i Kanady próbując odwzorować dokładnie eksperyment Rauscher nie dali jednak rady uzyskać tych samych wyników. Rauscher wielokrotnie broniła jednak swoich rezultatów, powtarzając też, że nigdy nie twierdziła, że słuchanie Mozarta zwiększa inteligencję, a jedynie że krótkotrwale wzmacnia pewne zdolnosci kognitywne.

Wreszcie w 2010 roku w piśmie Intelligence pojawiła się meta-analiza naukowców z Wiednia (czyli praca analizująca kompleksowo wyniki innych badań), wykazująca na podstawie dostępnej w temacie literatury, że efekt Mozarta nie istnieje. Autorzy nie zostawili na tym zjawisku suchej nitki, nazywając je nieco obraźliwie efektem Schmozarta. Warto jednak dodać (i wybić z dłoni Rauscher ten argument o błędnej interpretacji jej badań), że zdaniem autorów Mozart nie tylko nie zwiększa inteligencji, ale przede wszystkim nie zwiększa też zdolności kognitywnych u badanych.

Pytanie, dlaczego tak się rozwodzę nad całym tym humbugiem. Otóż problem z nauką polega na tym, że bardzo łatwo jest w mass-mediach przekręcić znaczenie odkrycia. Rauscher pisała o krótkotrwałej poprawie zdolności kognitywnych, a gdzieś w tłumaczeniu z naukowego na laicki został zgubiony sens tej pracy. Najpierw felietonista New York Timesa Alex Ross żartobliwie rzucił, że słuchanie Mozarta naprawdę czyni was mądrzejszymi. Potem w kolejnych latach kolejne gazety powracały do różnych badań Rauscher, a wpływ efektu Mozarta na rozwój inteligencji u dzieci stawał się coraz większy.

Apogeum absurdu osiągnięto chyba w 1998 roku, gdy gubernator Georgii Zell Miller zaproponował, aby w budżecie stanu zarezerwować ponad 100 tysięcy dolarów na płyty i kasety z muzyką klasyczną, którymi miały być obdarowywane nowonarodzone dzieciaki. W trakcie posiedzenia nad budżetem Miller puścił zresztą na użytek innych uczestników posiedzenia Odę do Radości Bethoveena, a następnie zapytał: Nie czujecie się teraz mądrzejsi?

Natomiast w opublikowanej niedawno książce 50 wielkich mitów popularnej psychologii efekt Mozarta zajął zaszczytne szóste miejsce.

Czyli jeśli chcecie mieć mądrzejsze dzieci, każcie im czytać więcej książek zamiast oglądania kreskówek na okrągło. Dbajcie o ich dietę i zdrowy rozwój. Znajdujcie sposoby na poszerzanie horyzontów. Bo nie ma żadnych magicznych sztuczek, które zwiększyłyby ich inteligencję z dnia na dzień tylko przez słuchanie muzyki. Co nie oznacza, że nie należy słuchać Mozarta. Bo nawet jeśli słuchanie jego muzyki nie czyni nas geniuszami, to nie można powiedzieć, że on geniuszem nie był. Na koniec więc, po prostu dla przyjemności (lub dla ciekawskich w ramach testu), sonata D-dur na dwa fortepiany:

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...