O autorze
nic prostszego to istniejący od 2009 roku blog naukowy. Autor jest chemikiem z wykształcenia i powołania, biologiem wszelakim z zainteresowania oraz molem książkowym z wychowania, co niewątpliwie bardzo pomaga mu pisać o wielu innych ciekawszych sprawach niż tylko chemia i biologia. Od polityki się raczej odżegnuje, chyba że dotyczy nauki. Ponadto lubi chodzić po górach, a najszczęśliwszy byłby, gdyby w Himalajach był dostęp do baz czasopism. Czasem wpada w dziwny nastrój i mówi o sobie w trzeciej osobie, ale zazwyczaj szybko mi to mija. W serwisie naTemat piszę po godzinach.

Zapraszam też do zaglądania na okolicznościowy projekt z okazji 60. rocznicy opisania struktury DNA, Podwójna Helisa.

Doświadczenie nie zawsze pomaga himalaistom

Zaledwie dwa tygodnie temu polska ekspedycja pod dowództwem Krzysztofa Wielickiego dokonała pierwszego zimowego wejścia na jeden z trzech opierających się zimowych atakom ośmiotysięczników: Broad Peak (8047m). Wyprawa, pomimo alpinistycznego sukcesu, zakończyła się tragicznie: dwóch wspinaczy, Maciej Berbeka oraz Tomasz Kowalski, nie dotarli po zdobyciu szczytu do obozu IV i po kilku dniach poszukiwań uznano ich za zmarłych.

Podczas gdy Berbeka był himalaistą niezwykle doświadczonym, Kowalski na ośmiotysięcznikach stawiał dopiero pierwsze kroki. Można się zatem zastanawiać, jaki wpływ mogło mieć doświadczenie, lub jego brak, na losy polskich wspinaczy. Słynny himalaista, Ed Viesturs, powiedział kiedyś, że jeśli uczy się czegoś w czasie każdej wyprawy, to pomaga mu to stawać się lepszym wspinaczem – szybszym, silniejszym, bardziej inteligentnym i wydajnym, dzięki czemu każda kolejna wyprawa staje się bezpieczniejsza. Rolę doświadczenia łatwo jednak przecenić: wspinacze (i nie tylko wspinacze) z dużym doświadczeniem mogą łatwo paść ofiarą arogancji i wyolbrzymionej wiary we własne siły. Możemy oczywiście gdybać dalej na ten temat, ale po co – skoro literatura naukowa dostarcza nam bardzo jednoznacznej odpowiedzi.


W 2012 roku brytyjskie pismo British Medical Journal opublikowało pracę trójki amerykańskich badaczy, którzy przeanalizowali wszystkie ekspedycje na himalajskie szczyty w Nepalu, które miały miejsce między 1970 rokiem a wiosennym sezonem wspinaczkowym w roku 2010. W swojej analizie uwzględnili 23 995 wspinaczy, którzy w sumie wzięli udział w ponad 39 tysiącach wyjść ponad poziom obozu głównego, z czego ponad 23 tysiące miały miejsce na ośmiotysięcznikach. Autorzy przyjrzeli się też temu, jak na „przeżywalność” wpłynęło rozpoczęcie prowadzenia ekspedycji komercyjnych w Himalajach.


Przeciętny himalaista na przestrzeni ostatnich 40 lat był 32-letnim mężczyzną. Większość uwzględnionych himalaistów (71%) na zdobywane szczyty wchodziła tylko raz. 40% wejść na szczyty było wykonane przez osoby, które miały na tych szczytach wcześniejsze doświadczenie. O połowę więcej wejść miało miejsce na szczytach powyżej 8000 metrów n.p.m.


Gdy spojrzeć na ekspedycje komercyjne, okazuje się, że ich uczestniczy częściej na szczyty wchodzili korzystając ze standardowych tras (to raczej nie powinna być niespodzianka) i rzadziej próbowali zdobywać je poza sezonem wspinaczkowym (np. w zimie). Celem ponad 85% komercyjnych wejść były tylko dwa szczyty: Mount Everest oraz Cho Oyu (czyli najsławniejszy/najwyższy oraz najłatwiejszy z ośmiotysięczników). Wreszcie, wspinaczy biorących udział w ekspedycjach komercyjnych rzadziej spotykał smutny los Barbeki i Kowalskiego; częściej też udało się im dotrzeć do szczytu.

Te ostatnie statystyki wynikają jednak zapewne właśnie z tego, że większość ekspedycji komercyjnych kieruje się na Everest i Cho Oyu, unika nieznanych tras i nieciekawych pór roku. Zanim jednak ktoś zacznie się roztkliwiać nad bezpieczeństwem takich wypraw, pragnę tylko przypomnieć tragiczny sezon w 1996 roku, kiedy 15 osób w sumie zmarło próbując zdobyć szczyt, ponad połowa w ciągu jednego tylko feralnego majowego dnia.

No i wreszcie ten ważny czynnik: doświadczenie. Tu trendy są przeróżne. Na przykład, osoby próbujące zdobyć Cho Oyu po raz pierwszy znacznie częściej stawały na szczycie niż osoby, dla których była to już kolejna wyprawa na tę górę. Za to na Evereście wprost przeciwnie: im więcej razy ktoś próbował już wejść/wszedł na szczyt, tym większe stawały się jego szanse na stanięcie na szczycie po raz kolejny. Ogólnie jednak, bardziej doświadczeni himalaiści mieli większe szanse powodzenia. Częściej też korzystali ze standardowych tras (zapewne dlatego, że je po prostu znali).

Najważniejsza jednak statystyka, statystyka śmierci, pokazuje, że nie ma specjalnie silnego związku pomiędzy doświadczeniem lub jego brakiem, a szansą na tragiczną śmierć w górach. To, czy ktoś na Evereście czy innym ośmiotysięczniku stał już 5, 10, 20 razy, czy też jest to jego pierwsze wejście na jeden ze szczytów Korony Himalajów, nie ma najmniejszego znaczenia. Jak pokazał tragiczny przykład polskich wspinaczy wchodzących na Broad Peak.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...