O autorze
nic prostszego to istniejący od 2009 roku blog naukowy. Autor jest chemikiem z wykształcenia i powołania, biologiem wszelakim z zainteresowania oraz molem książkowym z wychowania, co niewątpliwie bardzo pomaga mu pisać o wielu innych ciekawszych sprawach niż tylko chemia i biologia. Od polityki się raczej odżegnuje, chyba że dotyczy nauki. Ponadto lubi chodzić po górach, a najszczęśliwszy byłby, gdyby w Himalajach był dostęp do baz czasopism. Czasem wpada w dziwny nastrój i mówi o sobie w trzeciej osobie, ale zazwyczaj szybko mi to mija. W serwisie naTemat piszę po godzinach.

Zapraszam też do zaglądania na okolicznościowy projekt z okazji 60. rocznicy opisania struktury DNA, Podwójna Helisa.

Genów zdrady mamy setki

Mózg ludzki jest tak skonstruowany, że poszukuje prostych rozwiązań. Odkąd odkryliśmy geny, takim rozwiązaniem stała się wiara w to, że za każdą naszą cechę odpowiada jakiś gen. W ten tok myślenia wpisuje się artykuł w ostatnim Newsweeku, opisujący „gen niewierności”.

Tak naprawdę bardzo niewiele z naszych cech jest kontrolowana pojedynczymi genami. Z prostej przyczyny: geny nie odpowiadają za cechy – geny kodują białka. Białka zaś biorą udział w licznych procesach biochemicznych, często bardzo różnorodnych, nierzadko też całkiem ze sobą sprzecznych, w zależności od tego, w jakiej części komórki się znajdują, albo w jakiej tkance, jakim organie. I większość naszych cech, jest wynikiem tej złożoności: wielu białek, oddziaływujących na wielu poziomach, w wielu skalach, w różnych czasie.

A im bardziej zapuszczamy się w rejony abstrakcji, tym bardziej są te procesy skomplikowane. A im bardziej są skomplikowane, tym więcej genów (ergo: białek) jest w nie uwikłane. My jednak wciąż, niezmiennie, nieustannie, próbujemy upraszać; próbujemy znajdywać ten jeden, ten jedyny gen odpowiedzialny za tą czy tamtą cechę.

I nazywamy wazopresynę „hormonem zdrady”. Wazopresyna ma jednak w naszym organizmie wiele ról. Jest na przykład odpowiedzialna za retencję wody w organizmie. Alkohol obniża jej poziom – jedno duże piwo może więc spowodować, że przez nasze nerki prosto to pęcherza przeleci wodna równowartość czterech piw. Nikt jednak nie nazywa wazopresyny „hormonem szczania po piwie”. W związku z tym, że wpływa na gospodarkę wodną organizmu, kontroluje też nasz układ krwionośny – bo oczywiście w odwodnionym organizmie krew staje się gęstsza – i może wpływać na spadek ciśnienia krwi. Nikt jednak nie nazywa jej „hormonem pikawy”. W samym mózgu zaś wazopresyna wpływa na przykład na tzw. rytm okołodobowy. Nikt jednak nie nazywa jej „hormonem budzika”.


Wazopresyna ma wiele funkcji. Jedną z nich jest wpływanie w jakiś sposób na to, jak zachowują się mężczyźni w obecności kobiet. Jednocześnie jednak, podobnie jak jeden hormon może mieć wiele funkcji, tak też i za każdą funkcję może odpowiadać wiele hormonów. I wiara w to, że winna wszystkiemu jest jedna biedna wazopresyna, jest po prostu naiwna. Genów wpływających na nasze zachowanie mamy bardzo, bardzo wiele – ich współdziałanie wywołuje w nas serię określonych reakcji fizjologicznych, które w swej rozmyślności człowieczej nazwaliśmy kiedyś niewiernością. Miłością. Szczodrością. Pazernością. Zazdrością. Krnąbrnością. Na każdy abstrakcyjny koncept opisujący cechę charakteru przypada zestaw reakcji, zestaw genów. I jest to wszystko znacznie bardziej złożone, niż zero-jedynkowe podejście „mam gen – nie mam genu”.

Na koniec dwa słowa przestrogi. Praca, w której w październiku zeszłego roku badacze amerykańscy (a jakże!) opisywali zachowanie panów będących w związkach oraz singli po podaniu im oksytocyny (ach, „hormon wierności”!), nie tłumaczy, dlaczego badani mężczyźni zachowywali się w ten sposób. Nie tłumaczy biochemicznego podłoża tego zachowania. Nie podaje, jak zachowywali się ci sami mężczyźni, kiedy podawano im np. wazopresynę dla odmiany (bo czyż „hormon zdrady” nie byłby idealną kontrolą?). Czyli co tak naprawdę pokazuje to badanie? No niestety niewiele – i chociaż dużo jest miejsca na dalsze prace, które być może pokażą coś ciekawego, wyjaśnią to lepiej, potwierdzą te wyniki i tak dalej, to jednak z jednego badania, z którego nic nie wynika… Cóż z definicji – nic nie wynika.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...