O autorze
nic prostszego to istniejący od 2009 roku blog naukowy. Autor jest chemikiem z wykształcenia i powołania, biologiem wszelakim z zainteresowania oraz molem książkowym z wychowania, co niewątpliwie bardzo pomaga mu pisać o wielu innych ciekawszych sprawach niż tylko chemia i biologia. Od polityki się raczej odżegnuje, chyba że dotyczy nauki. Ponadto lubi chodzić po górach, a najszczęśliwszy byłby, gdyby w Himalajach był dostęp do baz czasopism. Czasem wpada w dziwny nastrój i mówi o sobie w trzeciej osobie, ale zazwyczaj szybko mi to mija. W serwisie naTemat piszę po godzinach.

Zapraszam też do zaglądania na okolicznościowy projekt z okazji 60. rocznicy opisania struktury DNA, Podwójna Helisa.

Oszukaństwo w perspektywie

Polityka w tym tygodniu publikuje interesujący tekst Wojciecha Mikołuszko na temat oszustw w badaniach naukowych. Lektura jest ciekawa, ale opowiadana historia w dużej mierze – minimalistycznie anegdotyczna. Czy ma to znaczenie? Trochę i owszem.

O pracy Arturo Casadevalla i kolegów, na temat tego, jakie są przyczyny retrakcji (wycofywania) publikacji przez pisma naukowe, a także na temat tego, że podstawową przyczyną są oszustwa: fabrykacja wyników i plagiaty, pisałem w zeszłym roku na głównym blogu tuż po ukazaniu się tej publikacji.

Opisałem tam część wyników z tej pracy, które oświadczeniom o oszustach coraz bardziej królujących na naukowych salonach nadają odpowiedni kontekst. Przypomnijmy zatem, o co chodziło.

Jedną z najbardziej szokujących informacji jest ta, że na szczycie listy pism o największej ilości wycofanych prac znajdują się pisma najbardziej prestiżowe. Jednak po uwzględnieniu dokładnej przyczyny wycofania prac okazuje się, że lista ta ulega sporym zmianom, a na początek rankingu przesuwa się wiele pism biomedycznych. Dlaczego? Z jednej strony wycofywano prace, w których wyniki naprawdę były sfałszowane: uwzględniano w nich pacjentów-duchy (czyli nieistniejących), często brakowało odpowiednich kontroli. Z drugiej jednak strony już taki detal, jak brak podpisanej przez pacjenta zgody na badanie może być przyczyną wycofania pracy – i chociaż jest to poważne naruszenie etyczne, nie powinniśmy go wrzucać do tego samego worka, co zmyślanie wyników.

Redaktor Mikołuszko przypomina wiele mniej i bardziej znanych historii związanych z badaniami, które potem okazały się błędne – lub oszukańcze. Do ciekawszych przypadków należy, moim zdaniem, przykład historii z wirusem XMRV, który miał być odpowiedzialny za zespół przewlekłego zmęczenia. Praca w Science, o której wspomina, została opublikowana w 2009 r., a wycofana w 2011 – w atmosferze skandalu.


Po pierwsze zatem powiedzmy na wstępie, że Science - pomimo długiej historii tego pisma, jeśli chodzi o publikowanie głośnych, niedokońca udowodnionych badań – odegrało znaczącą role w wycofaniu oszukańczej pracy. W 2011 roku, gdy na publikację czekały dwie prace pokazujące, że związku między wirusem a chorobą nie da się wykazać, redakcja pisma poprosiła autorów o wycofanie pracy, a następnie opublikowała tzw. „Expression of concern” – notę redakcyjną informującą czytelników, że powinni do publikacji podchodzić z dużą dozą ostrożności.

Ostatecznie, po wielu bataliach z autorami i kolejnych publikowanych pracach pokazujących brak związku między wirusem a chorobą, pracę wycofano. Powtórna analiza danych wykonana przez dwóch współautorów oryginalnej publikacji ujawniła, że winnym było zanieczyszczenie próbek. Afera zatem (a o tym, jak wielka była to afera, możecie przeczytać na stronach Science) była więc w dużej mierze wynikiem niechlujstwa. Czytelnikom niezaznajomionym z pracą laboratoryjną podpowiem, że o niechlujstwo jest nietrudno – a im więcej osób uczestniczy w badaniach, tym większa szansa na to, że znajdzie się ktoś, kto zapomni dokładnie umyć zlewki albo założyć rękawiczki. Zrównywanie jednak niechlujstwa z oszustwem jest chyba przesadą.

Historia powiązania wirusa XMRV z zespołem przewlekłego zmęczenia nie zaczęła się jednak w 2009 roku, ani nie skończyła w 2011. Zaczęła się pięć lat wcześniej, gdy pismo o znacznie mniejszym prestiżu, PLoS Pathogens, opublikowało pracę, w której naukowcy donosili o odkryciu nowego wirusa – właśnie XMRV – oraz o jego związku z zespołem przewlekłego zmęczenia oraz z rakiem prostaty. Pomimo tego, że w 2011 roku wiedziano już, że związek ze zmęczeniem jest pomyłką, pracę pozostawiono w spokoju, gdyż związek z rakiem prostaty wciąż pozostawał hipotetyczną możliwością. W zeszłym roku jednak PLoS ONE opublikowało pracę, w której i ten związek został poddany w wątpliwość. I tu zaczęła się wolna amerykanka.

Redakcja PLoS Pathogens postanowiła bowiem wycofać oryginalną pracę, bez kontaktu z autorami, bez ich zgody i bez dania im szansą na reakcję (po prawdzie, próbowali się z autorami skontaktować, ale nie poczekali na odpowiedź). Praca została wycofana, jej autorzy jednak byli oburzeni – chociaż bowiem część jej wniosków, i tak dość spekulatywnych, została obalona, jeden najważniejszy jest nie do podważenia. A mianowicie samo odkrycie wirusa XMRV. Sytuacja jest tym bardzie pieprzna, że autorami obu prac były te same osoby!

I tu pojawia się pytanie: czy redakcje pism nie zaczynają, w dobie fałszowanych badań, a także znacznie większej kontroli ze strony niezależnych watch-dogów, zachowywać się nieco histerycznie? Czy każda praca, której wnioski okażą się błędne – z jakiegokolwiek innego powodu niż fabrykacja danych – będzie wycofywana? Gdybyśmy postępowali w ten sposób, trzeba by wycofać i anulować 99% literatury naukowej. Nauka zaś w równej mierze opiera się na nowych odkryciach, co na błędach naszych poprzedników. Pytanie zatem kto i kiedy wyznaczy wreszcie granicę tego, gdzie kończy się oszustwo, a zaczyna szczera pomyłka lub głupi błąd, które – chociaż prezentują wnioski niezgodne z rzeczywistością – wciąż pomagają nam lepiej tę rzeczywistość pojąć i zrozumieć.

Wracając na koniec do pracy Casadevalla: w moim poprzednim wpisie próbowałem retrakcje prac umieścić we właściwej perspektywie. Autorzy przejrzeli 2047 prac wycofanych między 1973 a 2012 rokiem W tym samym czasie prac zindeksowanych w Pubmedzie (katalogu publikacji głównie biomedycznych) było ponad 17 milionów. Co oznacza, że problem retrakcji – i to z każdego powodu, nie tylko tych oszukańczych – dotyczy mniej niż 0.01% prac! A i ta liczba jest prawodpodobnie zawyżona w stosunku do liczby osób, gdyż większość publikacji ma wielu autorów, a także, jak dzisiaj dobrze wiemy, wielu pojedynczych autorów „specjalizuje się” w zbieraniu dziesiątek wycofanych prac…

Czy jest zatem tak źle, jak może się wydawać z procentowych statystyk? Chyba nie. Co nie oznacza oczywiście, że powinniśmy siedzieć cicho, zadowoleni z siebie, i udawać, że nic się nie dzieje. Nauka jednak, na szczęście, jest dziedziną samo-poprawiającą się. A coraz większa liczba internetowych whistle-blowerów zwiększa tylko presję na autorów, zmuszając ich do bardziej starannego wykonywania badań.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...