O autorze
nic prostszego to istniejący od 2009 roku blog naukowy. Autor jest chemikiem z wykształcenia i powołania, biologiem wszelakim z zainteresowania oraz molem książkowym z wychowania, co niewątpliwie bardzo pomaga mu pisać o wielu innych ciekawszych sprawach niż tylko chemia i biologia. Od polityki się raczej odżegnuje, chyba że dotyczy nauki. Ponadto lubi chodzić po górach, a najszczęśliwszy byłby, gdyby w Himalajach był dostęp do baz czasopism. Czasem wpada w dziwny nastrój i mówi o sobie w trzeciej osobie, ale zazwyczaj szybko mi to mija. W serwisie naTemat piszę po godzinach.

Zapraszam też do zaglądania na okolicznościowy projekt z okazji 60. rocznicy opisania struktury DNA, Podwójna Helisa.

Ibuprofen na chorobę wysokościową?

Serwis naukowy PAP donosi: opublikowane właśnie wyniki badań naukowców z Uniwersytetu Stanforda sugerują, że ibuprofen jest dobrą alternatywą dla innych leków zapobiegających groźnej chorobie wysokościowej. Tylko czy aby?

Miłośnicy gór czytujący naTemat, kiedy akurat się nie wspinają, będą być może zaznajomieni z problemem choroby wysokościowej - spowodowanej zmniejszającą się gęstością powietrza choroby występujących u górskich chodziarzy na wysokościach zazwyczaj od ok. 3000 m n.p.m wzwyż. Choroby groźnej, bo w ekstremalnych przypadkach mogącej prowadzić do śmierci.



Problem z chorobą wysokościową polega na tym, że w zasadzie niewiele o niej wiemy. Nie ma jasnych przesłanek co do tego, co może ją wywoływać. Nie ma metody na przewidzenie, kogo ona dotknie, a kogo nie. Może na nią zapaść młody turysta cieszący się poza tym doskonałym zdrowiem, zaś wędrujący z nim znacznie starszy i schorowany towarzysz nawet nie zauważy problemu (nie oznacza to oczywiście, że nie opłaca się być w formie idąc w góry - ale to tak na marginesie).

Choroby wysokościowej można uniknąć stosując odpowiednią aklimatyzację w górach. Czasem jednak jest to dość trudne do wykonania: w końcu jedziemy na wakacja na dwa, trzy tygodnie, i możemy po prostu nie mieć czasu na to, żeby pod Everest, Kilimandżaro czy inną taką górkę, podchodzić z prędkością 300 metrów (pionowych) dziennie. Dlatego wędrowcy sięgają po wspomagacze: najczęściej jest to acetazolamid - lek na jaskrę, który przyspiesza aklimatyzację (ale nie jest lekiem na już występującą chorobę wysokościową!).


Acetazolamid wywołuje oczywiście pewne efekty uboczne, takie jak parestezja (mrowienie w palcach lub drętwienie kończyn), problemy ze wzrokiem, zmiany w smaku (nigdy wcześniej Coca-Cola nie smakowała mi tak bardzo jak Pepsi).

Teraz jednak okazuje się, że całą sprawę aklimatyzacji można załatwić ibuprofenem: łatwym do kupienia, tańszym niż acetazolamid i z mniejszym ryzykiem efektów ubocznych. Tylko czy aby na pewno? Badanym w trakcie eksperymentów podawano nieco końskie dawki 600 mg ibuprofenu (w sumie 1800 mg w ciągu 24 godzin). Eksperyment trwał dokładnie tyle - polegał bowiem na podejściu na szczyt o wysokości tuż poniżej 4000 m i zejściu w przeciągu jednego dnia. Co jednak, jeśli wycieczka nasza trwa dłużej niż dzień? Wejście na Kilimandżaro zajmuje zazwyczaj tydzień, podejście pod Base Camp pod Everestem - co najmniej tyle samo. Jak dla naszego żołądka, a co gorsza także wątroby, będzie się miało przyjmowanie takich dawek tego dość jednak silnego leku? Tego badacze nie wyjaśniają.

Inną sprawą, która nieco mnie niepokoi, to wielkość próby - nie tak znowu dużej, co zrozumiałe biorąc pod uwagę to, jak wyglądał eksperyment (w końcu nie tak łatwo sfinansować - i zorganizować - wycieczkę dla setek ludzi). Badanie przeprowadzono na 86 osobach, dzieląc grupę z grubsza na pół, jednej podgrupie podając potem ibuprofen, a drugiej placebo. Pomiędzy grupami nie było, jak podkreślają autorzy pracy, "różnic demograficznych". Niestety bez dostępu do pełnej treści nie mogę się odnieść do tej frazy: jaki był zakres wieku uczestników badania? Jaki był zakres sprawności fizycznej (badany choćby tym znienawidzonym BMI)? Co najważniejsze jednak - autorzy nie komentują wcześniejszej historii medycznej uczestników - być może dlatego, że część z nich (może nawet wszyscy) nie była wcześniej na wysokości mogacej wywoływać chorobę wysokościową. Jak jednak wspomniałem na początku, występowanie tego schorzenia jest dość losowe. Brak więc informaji o tym, kto z uczestników jest, a kto nie jest na nią podatny, jest sporym niedomówieniem i brakiem eksperymentalnej kalibracji.

Jaki był jednak wynik? W grupie przyjmującej ibuprofen na chorobę wysokościową zapadło 19 z 44 osób. W grupie przyjmującej placebo - 29 z 42 (odpowiednio 43 i 69%). Coś więc zatem w trawie piszczy. Ja jednak pozostanę przy acetazolamidzie do czasu, gdy pojawi się więcej badań.

Notkę PAP znajdziecie tutaj. Muszę także zaznaczyć, że nie jestem lekarzem, proszę więc treści tego wpisu nie traktować jako porady medycznej - a jeśli nawet, to tylko na własną odpowiedzialność.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...